dr hab. Marcin Leszek Urbaniak
Instytut Socjologii, Kognitywistyki i Filozofii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Marcin Urbaniak jest kognitywistą i zoopsychologiem w krakowskim Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej oraz kierownikiem Animal Behaviour and Mind Laboratory. Zajmuje się ewolucją struktur i procesów poznawczych, a także ich ujęciem porównawczym w królestwie zwierząt. Prowadzi badania w obszarach komunikacji międzygatunkowej, zwierzęcych zachowań społecznych i wyższych czynności psychicznych. Autor artykułów dotyczących m.in. doznaniowości u bezkręgowców czy też kognicji, teorii umysłu i stanów afektywnych u ssaków.
**M.P.:** Ulubione zwierzę? **M.U.:** Ośmiornica. **M.P.:** Dlaczego? **M.U.:** Ośmiornice zaskakują odkrywanymi ostatnio zdolnościami, o które byśmy ich nawet nie podejrzewali. Moda na badanie ośmiornic rozpoczęła się jakieś 10 lat temu i w ciągu tych lat, dzięki wzrostowi liczby eksperymentów na ośmiornicach, oczywiście w żaden sposób nie powodujących ich cierpienia, wykazano że ośmiornice mają zdolności, które 30 lat temu, w całej grupie bezkręgowców, nawet nie były zakładane. Są to różnego rodzaju wyższe czynności psychiczne związane z funkcjonowaniem, działaniem celowym, elastycznością zachowań, komunikacją z innymi gatunkami. Przy tym ośmiornice to grupa zwierząt, która ewolucyjnie jest bardzo stara. Systematycznie klasyfikowane są jako zwierzęta prymitywne, a ich styl życia w żaden sposób nie wskazuje, żeby miały w jakikolwiek sposób rozwinięty świat wewnętrzny. Żyją bardzo krótko, kilkanaście miesięcy. Natomiast obserwacje w stanie naturalnym i eksperymenty laboratoryjne ujawniły, że jak na tak prosty organizm, ośmiornice są zdolne do robienia bardzo niekonwencjonalnych rzeczy. Z punktu widzenia neurologii są także niekonwencjonalne, ponieważ ich układ nerwowy nie ma anatomicznej struktury, nie ma też struktury drabinkowo-łańcuchowej, jaka występuje u większości bezkręgowców. Co więcej budowa anatomiczna ich układu nerwowego jest bardziej skomplikowana niż układu nerwowego kręgowców. Ośmiornice mają kilka mózgów, ponieważ w każdym z ośmiu ramion posiadają specyficzne węzły neuronalne, dzięki którym te ramiona mogą relatywnie autonomicznie funkcjonować. Mają ponadto scentralizowane pierścienie neuronalne w części głowowej. To taki kolejny mózg otoczony pierścieniami, które obsługują ramiona. Fascynujące są także ich procesy percepcyjne. Ośmiornice, pomimo że są daltonistkami, komunikują się barwnymi plamami generowanymi przez ich skórę, która specyficznymi receptorami widzi otoczenie. Dodatkowo posługują się też gałkami ocznymi, które są bardzo podobne do gałek ocznych ssaków. Cała aparatura percepcyjna, sensoryczna ośmiornic, ich niezwykła inteligencja, sposób życia, komunikacja, różnego rodzaju strategie polowań są na tyle fascynujące, że ośmiornice są wciąż dla nas potężną zagadką. Są także taką grupą zwierząt, która łamie zastane od dekad stereotypy o hierarchicznym myśleniu zwierząt tak zwanych głupszych i mądrzejszych, kręgowców i bezkręgowców, prymitywniejszych i bardziej złożonych. Są wyzwaniem dla biologów i dla humanistów, psychologicznie i filozoficznie zorientowanych. Są pytaniem o to, w jaki sposób, tak gabarytowo niewielkie zwierzę, żyjące w konkretnym ekosystemie, wykształciło zaawansowane procesy psychiczne i poznawcze jako adaptację pod wpływem presji środowiskowej, która oddziałuje też na inne gatunki, a jednak to ośmiornice, jako jedyne w ekosystemie na przykład rafy koralowej, są super inteligentne. Ośmiornice są określane jako kosmici w świecie zwierząt i jeżeli mielibyśmy stworzyć jakiś rodzaj systemów komunikacji z obcymi formami życia spoza planety Ziemia, to głowonogi i ich sposób komunikacji stanowi najlepszy ziemski model, na bazie którego można kształtować ewentualny system komunikacji jako takiej. Zostało to wykorzystane w kinematografii. Jest film z Jodie Foster, w którym kosmici przypominają kształtem ośmiornice i porozumiewają się poprzez koła przypominające japońskie kaligrafie. (*Kontakt*, reż. R. Zemeckis - dopisek M.P.). Na swoje szczęście ośmiornice mają wymagający tryb życia, dlatego nie da się ich przetrzymywać w akwariach laboratoryjnych. Trzeba im stworzyć specyficzne warunki akwarium morskiego. Ale na swoje nieszczęście, są bardzo popularnym przysmakiem i są poławiane masowo. Od kilku lat trwają intensywne prace legislacyjne nad zalegalizowaniem w kilku miejscach świata przemysłowych ferm ośmiornic, przeciwko czemu buntuję się i osobiście i w ramach organizacji *Compassion in World Farming*,a także reprezentuję polską filię tej organizacji. W ramach ogólnoświatowej *Compassion in World Farming* próbuję przekonać różnych decydentów na arenie międzynarodowej, żeby przemysłowe hodowle ośmiornic jednak nie powstawały, bo to będzie niewyobrażalne cierpienie dla tych zwierząt. **M.P.:** Jakie są szanse na zatrzymanie tych prac legislacyjnych? **M.U.:** Są kraje, które całkowicie zakazały w przyszłości planowania tego typu praktyk, jak Wielka Brytania choćby, ale hiszpańska firma Pescanova, już trzeci czy czwarty rok stara się o wydanie zgody na oceaniczne klatki usytuowane przy Teneryfie. A jakie są szanse na zatrzymanie tego? Zależy to od decyzji władz na poziomie albo krajowym albo regionalnym i tego czy ugną się one pod naciskami gigantycznych pieniędzy oferowanych przez koncerny międzynarodowe, czy zamiast tego wygra empatia i moralność. Na razie jest impas, ponieważ tego rodzaju fermy przemysłowe, poza cierpieniem zwierząt, generują ogromne spustoszenie w bioróżnorodności, bo te zwierzęta trzeba karmić, a więc odławiać duże zasoby ryb i wiąże się to z zanieczyszczeniem i wielkim śladem węglowym i wodnym, ponieważ te tysiąclitrowe klatki muszą być obsługiwane. Są to ogromne koszta, które pewnie by się niestety zwróciły na handlu ośmiornicami. Na razie jednak politycy na linii międzynarodowej są w impasie i trwa przepychanka między argumentami *Compassion in World Farming* i innych zaangażowanych organizacji jak PETA na przykład a naciskami marketingowców tych koncernów. Mam nadzieję, że w wyniku tego odwlekania zostaną podjęte pozytywne dla zwierząt decyzje, ale na razie impas trwa i koncerny spożywcze nie chcą odpuścić. Za tym idą potężne pieniądze, a opinia publiczna jest zobojętniała. To jest paradoks ośmiornic, podobny do paradoksu świń hodowanych. Ośmiornice fascynują, są super inteligentne, ludzie się nimi pasjonują, ale kiedy ci sami ludzie przechodzą w tryb konsumenta w czasie na przykład wyjazdu wakacyjnego, to bezrefleksyjnie pałaszują ośmiorniczki. Podobnie jest ze świniami. Ludzie pasjonują się ich inteligencją, a jednocześnie bezrefleksyjnie jedzą schabowego. **M.P.:** Powiedziałeś, że ośmiornice komunikują się z innymi gatunkami. Co za tym stoi? **M.U.:** One współpracują, żeby efektywniej łowić pokarm, współpracują z innymi drapieżnikami, które w stanie naturalnym mogłyby je zjeść. Na przykład mureny nie grzeszą inteligencją i są drapieżnikami, które teoretycznie powinny skonsumować wszystko, co się wokół nich rusza i nie jest od nich większe, a jednak mureny wybierają kooperację z ośmiornicami, a ośmiornice z murenami, po to, by mieć stabilne źródło białka, stabilny dostęp do mieszkańców rafy koralowej. Ośmiornica swoją elastycznością je wypłasza, murena konsumuje albo odwrotnie murena wypłasza, ośmiornica konsumuje. To jest kooperacja mająca na celu obopólną korzyść. Drapieżnik współpracujący i obligatoryjnie mięsożerny i nie tak inteligentny jak ssak lądowy, to teoretycznie konstrukt nieistniejący, a jednak ośmiornica jest w stanie podjąć takie działania kooperacyjne. Ośmiornice ze sobą nawzajem nie kooperują, ponieważ są samotniczymi drapieżnikami, albo się nawzajem konsumują, zjadają, albo biją ze sobą. Ponieważ są zbudowane wyłącznie z mięśni, ewentualnie dzioba z toksyną, to one się okładają ramionami, nie wyrządzając sobie krzywdy, ale wygląda to dramatycznie. Gdyby je zamknąć na niewielkiej przestrzeni, to będzie to dla nich ogromne cierpienie psychiczne, bo nie są w stanie się gdzieś schować. Zamykanie ich w klatkach na małej przestrzeni jest dla nich niewyobrażalną torturą. Ze sobą nie kooperują, współpracują tylko z wybranymi przedstawicielami innych drapieżników, wybierając gatunki drapieżników rybnych najbardziej efektywne pod względem kooperacji, a nie przypadkowe. **M.P.:** Jest taka książka, *Przetrwają najżyczliwsi - jak ewolucja wyjaśnia istotę człowieczeństwa?*, autorstwa Vanessy Woods i Briana Hare. **M.U.:** Tak, on jest wybitnym prymatologiem, a ona jego współpracowniczką na Duke University. I razem prowadzą szkolenia (Duke Puppy Kindergarden) z profilowania osobowości trzymiesięcznych labradorów pod kątem ich przyszłej pracy. Napisali książkę na ten temat *(Psie przedszkole – jak wychować wspaniałego psa)*. Poza ośmiornicami jest teraz druga moda wśród naukowców i jest to badanie psów. Nieporównywalnie prostsze niż analizowanie ośmiornic, bo psy są wszechobecne i wydaje się, że nic bardziej prostego niż zgromadzić grupę oswojonych z obcymi ludźmi psów i zadać im różnego rodzaju testy. Węgrzy robią to od 30 lat i są w tym absolutnymi liderami. Amerykanie ich doganiają, bo w USA prymatolodzy się masowo przerzucają na kynologów. *Przetrwają najżyczliwsi*to jest bardzo ciekawa idea Hare’a, ale też w ogóle psychologów ewolucyjnych, na przykład Michaela Tomasello, o tym, że współpraca kooperacyjna jest nieporównywalnie bardziej owocną strategią niż jakakolwiek forma rywalizacji. Daje mniejszy, ale stabilny i długotrwały zysk, jeżeli chodzi o zasoby emocjonalne i społeczne. Kooperacja jest najbardziej stabilną taktyką, ale ona wśród ośmiornic występuje szczątkowo, dotyczy nie gatunków czy populacji, ale poszczególnych osobników i raczej jest dodatkowym dowodem o ich bardzo elastycznym intelekcie, dzięki któremu jedną z ich potencjalnych kompetencji jest właśnie zdolność do współpracy. Nie jest to stała, behawioralna strategia funkcjonowania całego gatunku czy całej populacji, jak wśród lądowych i morskich ssaków, ptaków czy w ogóle kręgowców. Wśród ośmiornic to raczej jest wyjątek potwierdzający ich ogromny zakres różnych zdolności. **M.P.:** O jakich gatunkach warto jeszcze szczegółowo powiedzieć, biorąc pod uwagę aspekt współpracy? **M.U.:** Niekonwencjonalnym przykładem jest kooperacja dwóch drapieżników, które prowadzą samotniczy tryb życia i okresowo, fakultatywnie kooperują np. w północnej części Stanów Zjednoczonych i Kanady obserwowane są współprace pomiędzy tamtejszymi ptakami drapieżnymi, między innymi krukowatymi a niedźwiedziem grizzly czy pumą, gdzie konkretny osobnik ptaka krąży nad obiektem, który jest potencjalną ofiarą, a niedźwiedź, ewentualnie kot drapieżny obserwuje, gdzie ten ptak zatacza koła i kieruje się w tę stronę po to, by upolować ofiarę, którą ten ptak mu oznacza i w pewnym sensie wskazuje. Ta współpraca polega na tym, że obydwoje korzystają. Drapieżnik, szczytowy mięsożerca lądowy najada się tyle, ile chce, natomiast ptak, który jest mięsożernym padlinożercą konsumuje resztki. Jeden i drugi zyskuje maksymalną korzyść. W ich naturalnym repertuarze zachowań, w ich tzw. etogramie, nie ma kooperacji, bo to są samotniki obligatoryjne, które w pary łączą się tylko po to, żeby mieć potomstwo i potem się rozchodzą. Są też rzadko obserwowane przez specjalistów albo wręcz anegdotyczne przypadki, kiedy jakiś osobnik, powiedzmy w kraju afrykańskim np. roślinożerca znajdzie się w sytuacji, w której nie jest w stanie się sam wydostać z zapaści, a inny osobnik pomaga mu się z niej wydostać, wyjść z rowu czy uniknąć drapieżnika, którego odstrasza. To są anegdoty o kooperacji incydentalnej, jednorazowej, która została zarejestrowana i funkcjonuje jako intrygująca, sensacyjna ciekawostka. Te przykłady pokazują, że zwierzęta zostały zaszufladkowane, w jakimś sztywnym repertuarze swoich zachowań instynktownych, ewentualnie wyuczonych, a konkretne osobniki są w stanie zaskoczyć swoim zachowaniem bardzo niekonwencjonalnym. A w sztywnych ramach ptaki i ssaki kooperują w ten sposób, że jeżeli ostrzegają się na temat zbliżającego się zagrożenia, to nie jest to kooperacja polegająca na tym, że ptak czy ssak nadrzewny komunikuje celowo wszystkim dookoła o zagrożeniu, tylko sygnalizacja zagrożenia jest na tyle alarmująca i głośna, że osobniki innych gatunków poprawnie interpretują ten komunikat. To jest taka kooperacja przy okazji. Bardziej jest to międzygatunkowe interpretowanie sygnałów emitowanych przez zupełnie obcy gatunek, gdzie opłaca się po prostu rozpoznać cudzy system komunikacyjny i dzięki temu korzysta się z dodatkowych informacji. Szerzej mówiąc, te interakcje międzyosobnicze przekraczają typowo podręcznikowe definicje. Ważne jest, moim zdaniem, żeby rozróżnić instynktowne zachowania wewnątrzgatunkowe, sterowane mechanizmami popędowymi, takimi jak karmienie się wzajemne w obrębie danej grupy a kooperację motywowaną wewnętrznymi stanami sensualno-mentalnymi, czyli kooperację wywołaną np. rozpoznaniem negatywnego stanu lękowego czy emocjonalnego u innego osobnika. Zwierzę wyczuwa przerażenie innego i reakcją, na ile pozwalają mu możliwości ciała, jego doświadczenie, skojarzenia, nieporównywalnie bardziej prymitywnego niż u człowieka, ale jednak umożliwiającego rozpoznanie, że skoro ten osobnik generuje rozpaczliwe dźwięki specyficznej częstotliwości i bezradnie przebiera nogami w konkretnym kierunku, to to zwierzę, jeżeli podstawi mu się twardy obiekt, to uspokoi się emocjonalnie i w ten sposób udzieli się mu pomocy (jeżeli to zwierzę jest ssakiem lub innym zwierzęciem znającym prymitywny rodzaj fizyki obiektów). Człowiek do tego dorabia nadinterpretację, ale z perspektywy osobnika kooperującego, to, co on robi to jest rodzaj reakcji na bazie własnych doświadczeń, trochę także instynktownego i prostego niesienia pomocy. Jeśli natomiast chodzi o kooperację bardziej zaawansowaną, motywowaną już typowo wewnętrznymi reprezentacjami, stanami mentalnymi, polegającą na tym, że zwierzę planuje, z którym zwierzęciem chciałoby współpracować, to musi ono reprezentować sobie cel dalekosiężnej współpracy, mieć wcześniejsze doświadczenia z konkretnymi osobnikami, pamiętać jakich rodzajów komunikatów nie emitować, żeby nie wzbudzić negatywnych emocji. Tego rodzaju kooperacja jest jak najbardziej możliwa i się zdarza i nie mam żadnych merytorycznych podstaw, żeby kwestionować istnienie wewnętrznie motywowanej kooperacji wśród wybranych osobników. Jeśli chodzi o bezkręgowce, to właśnie u ośmiornicy zarejestrowano tego typu zachowania kooperacyjne. Myślę, że ośmiornice przeżywają stany wewnętrzne, mentalne i one je mobilizują do tego, żeby w sposób złożony, przy pomocy wyższych czynności psychicznych, zaplanować kooperacje, ale znakomita większość na co dzień obserwowanych zachowań współpracy dotyczy incydentalnych wydarzeń, wzajemnego niesienia sobie pomocy w sytuacjach kryzysowych, kiedy osobniki dzielą wspólny biotop czy ekosystem i rozumieją funkcjonowanie drugiego osobnika związane z żerowaniem, ucieczką czy działaniem celowym. Rozumieją, że jeżeli dziecku innego osobnika dzieje się krzywda, to są w stanie nieść pomoc w prosty sposób, żeby wyeliminować krzywdę, np. umożliwiając wyjście z zapaści albo odwracając uwagę drapieżnika, albo komunikując o zagrożeniu jego rodziców. To nie są anegdoty tak fantastyczne, że pies zaalarmował innych ludzi, o tym że jego opiekun miał zawał serca w mieszkaniu. To są raczej bardzo proste związki przyczynowo- skutkowe, i nie negowałbym faktu, że ssaki i ptaki mają zdolność do rozumienia prostych zależności przyczynowo-skutkowych, i pamiętają, w jaki sposób funkcjonują inne gatunki zasiedlające ten sam biotop. Ptaki ze sobą współpracują, jeżeli chodzi o pozyskiwanie pokarmu i czasami jest to np. dostanie się do śmietnika, gdzie jeden ptak próbuje go otworzyć, a kiedy mu się to nie udaje, to nadlatuje inny gatunek, naśladuje tego wcześniejszego i dostaje się do śmietnika, w którym jest jedzenie. Jest sporo definicji kooperacji. **M.P.:** Słonie potrafią pocieszać. **M.U.:** Słonie potrafią pocieszać przedstawiciela innego gatunku. Słonie są zwierzętami bardzo silnie społecznymi, o głębokich więziach emocjonalnych. I to jest wdrukowane w ich genotyp. Czy chodzi o samice z dziećmi, bo one mają matriarchalne klany wieloosobowe, czy o kilkuosobowe kolektywy młodych i starszych samców, to one współpracują ze sobą w sposób przemyślany mentalnie, bo są wyjątkowo inteligentne, i instynktowny, bo są zwierzętami skrajnie społecznymi. Psy są w tym temacie najbardziej skrajne, są emocjonalne, bo tak się zmieniły genetycznie w ciągu ostatnich dwustu lat. Natomiast słonie między sobą współpracują bo tak działa ich sposób społecznego funkcjonowania rodzinnego czy klanu. Mają funkcję nie tylko matki względem dziecka, ale także funkcję allomatki, która jest starszą samicą, która nie ma własnych dzieci i będącą tymczasową nianią dla swojej koleżanki i pomagającą jej w opiece nad jej kilkuletnią córką lub synem. To, że słonie wyciągają siebie z dołu czy przytrzymują się za ogon, kiedy idą po urwiskach, to jest tylko czubek góry lodowej. One przede wszystkim dają permanentne dowody przynależności społeczno-emocjonalnej, dotykając się trąbami, w pewnym sensie głaszcząc, czy dotykając słoniątka, jakby dodając im otuchy w różnych sytuacjach kryzysowych. Na terenie Kenii jest rezerwat słoni głównie młodych nastolatków, a nastolatek słonia to taki słoń między siódmym a dwudziestym rokiem życia i te nastolatki trafiają do rezerwatu, ponieważ straciły rodziny z powodu kłusowników albo agresywnych rolników. Na terenie rezerwatu one bytują na wielohektarowych wybiegach i nie będąc ze sobą genetycznie spokrewnionymi, tworzą emocjonalne, przyjacielskie grupy. Trafiają tam młode słonie, które są pokiereszowane cieleśnie z powodu kontaktu z człowiekiem albo drapieżnikami. Mają poobrywane uszy, poprzycinane trąby, a słoń, który ma zdeformowaną, przyciętą trąbę jest słoniem niesamodzielnym, ponieważ trąba pełni u niego dużo ważnych funkcji. Jest w zasadzie piątą kończyną, która jeśli trzeba to działa jak dłoń o precyzji pęsety. Słonie dzięki tej trąbie są w stanie jeść swobodnie, a trzeba pamiętać, że one nie pasą się jak np. bydło, które stoi na pastwisku przez kilka godzin i je dopóki jest zielona trawa, tylko są w ciągłym ruchu i preferują zielone pędy na górze drzew, które sobie ściągają, łamią albo sięgają po nie trąbami. W ekstremalnych wypadkach starszy samiec po prostu się rozpędza i łamie drzewo, to drzewo leży przewrócone i one sobie je skubią. Jeżeli słoń straci trąbę, to w zasadzie w naturalnych warunkach umiera z głodu. Na terenie tego sanktuarium są obserwowane sytuacje, gdzie niespokrewnione słonie, sięgają trąbami do gałęzi i zrywają duże pęki gałęzi i przynoszą je słoniowi, który ma trąbę maksymalnie skróconą i jest w stanie jeść tylko to, co znajdzie na podłożu. To są akty nie tylko kooperacji, ale altruizmu, altruizmu nieodwzajemnionego, bo altruizm najczęściej ludzki i pozaludzki, jest altruizmem odwzajemnionym, w którym altruista liczy, że w jakiejś sytuacji w przyszłości czy w innych okolicznościach beneficjent mu się odwzajemni, albo przynajmniej okoliczności potraktują go tak, że dostanie on pomoc. W przypadku słoni z tego sanktuarium altruizm jest bardziej bezinteresowny, ponieważ z perspektywy słonia, który dostarcza jedzenia, słoń, który jest beneficjentem, nie jest w stanie się odwzajemnić, będąc skrajnie niepełnosprawnym. **M.P.:** W tym kontekście przypomina mi się to, co Robert Sapolsky pisał o braku wolnej woli. **M.U.:** Ale Sapolsky ma rację pisząc, że z perspektywy neurobiologicznej nie ma wolnej woli, bo jesteśmy maszynami. To nie jest perspektywa filozofii czy humanistyki. Neurobiologia to perspektywa mikroskalowa, a w niej wolna wola nie istnieje. Tu jest miejsce na totalny determinizm biochemiczny. Wszyscy jesteśmy maszynami biochemicznymi, ale wcale nie ujmuje to nam ani innym ssakom, bo wciąż to, co skrótem nazywamy wolną wolą, jest absolutnie możliwe. Jedno z drugim się nie kłóci, tylko po prostu pokazuje inną perspektywą, jedna jest mikro, a druga makroskalową. **M.P.:** W skali biochemicznej nie istnieje też miłość ani przyjaźń. **M.U.:** Jesteśmy maszynami endokrynologicznymi, rządzi nami serotonina, dopamina, endorfiny, kortyzol i adrenalina. Ale kiedy wyjdziemy poza poziom układów dokrewnych, endokrynologicznych, to makroskalowo, jako całokształt układów zarządzany jednostką centralną, jesteśmy wyższą złożonością, bardziej złożoną niż jej komponenty. Nie jesteśmy tylko jednym komponentem, ale mozaiką wielu układów i systemów. Konrad Lorenz nazwał to fulguracją. Kolejne stopnie złożoności pokazują nowe cechy i zjawiska, które są niewidoczne na poziomie neuro czy na poziomie endokrynologicznym. **M.P.:** Czym w tym kontekście jest świadomość? **M.U.:** Ostatnich 2,5 tysiąca lat przyniosło około 300-tu definicji świadomości, natomiast klasyfikacja, którą aktualnie posługują się naukowcy, wyróżnia dwa, góra trzy poziomy stanów świadomych i samoświadomych. **M.P.:** Jakie to są poziomy? **M.U.:** Systematyka stanów świadomych, świadomości i stanów psychicznych sama w sobie jest kontrowersyjna, dlatego, że istnieje duża ich różnorodność, ale rywalizacja czysto metodologiczna teoretyków sprawia, że pojawia się pytanie, kto ma monopol na prawdę, czy ci, którzy dowodzą świadomości w sposób empiryczny, przyrodniczy, biologiczny, neurobiolodzy, czy może mają rację humaniści, którzy do definicji świadomości używają innej terminologii, niekompatybilnej z tą przyrodniczą i posługują się uzasadnieniami formalno-opisowymi. Na razie jest to problem nierozstrzygalny, jesteśmy na etapie definiowania pytań. Gdybyśmy jednak chcieli założyć, że istnieją stany świadome, samoświadome i mamy na to dowody empiryczne, a częściowo formalno-fenomenologiczne, psychologiczne, np. dzięki introspekcji, to musielibyśmy zrobić rzecz karkołomną, czyli rozszerzyć tę świadomość na gatunki pozaludzkie. Wtedy należałoby wskazać warunki dystynktywne, kiedy jeszcze świadomości nie ma, i kiedy ona już się pojawia. I oczywiście, kiedy już się pojawi, to dzięki czemu my o tym wiemy. Zaproponuję swoją, bardzo subiektywną odpowiedź. Próbuję zrobić rzecz trudną, czyli pogodzić oddolne podejście neurologiczne i behawioralne, dające obiektywne dowody na to, że pewne objawy samoświadomości i świadomości są możliwe do zaobserwowania z dowodami pośrednimi typowo psychologicznymi. Dla mnie poza mechanizmem wytwarzania stanu świadomego i jego konsekwencją, jakim jest zachowanie, istnieje jeszcze środkowy etap, co oznacza, że stan świadomy ma bogactwo treści, są treści które metaforycznie wypełniają świadomość, albo sama świadomość jest synonimem posiadania konkretnych treści i procesów. Powiedziałbym, że stan świadomy to jest złożenie prostszych komponentów procesów poznawczych i funkcji wykonawczych. Tymi prostszymi komponentami byłyby mechanizm percepcji, zdolność do uczenia się na różne sposoby, zdolność do gromadzenia informacji i ich przechowywania, czyli pamięć, różne formy pamięci, zdolność koncentrowania percepcji w postaci skupienia uwagi i te procesy poznawcze, generują pewne treści, takie jak wrażenia percepcyjne, wrażenia sensualne, zmysłowe, ślady pamięciowe czy też doświadczenia, które mają swój materialny kształt w postaci rozgałęzień synaptycznych i impulsacji sygnału elektrycznego w układzie nerwowym, która ma specyficzną częstotliwość i prędkość, czyli amplitudę. Te procesy i struktury sensoryczne i mentalne mają swoje korelaty neurologiczne. Od lat dziewięćdziesiątych próbuje się wskazać minimalne korelaty neurologiczne, minimalne zdarzenia neuronalne, które na poziomie psychologicznym odpowiadałyby pewnym treściom, doznaniom, doświadczeniom, reprezentacjom czy emocjom i mają też swoje manifestacje w postaci zachowania. Na przykład jest to zachowanie, które jest elastyczne, nie instynktownie sztywne w różnych otoczeniach, tylko zmienne, efektywne, skuteczne, świadczące o jakiejś wewnętrznej kontroli nad zachowaniem i ta kontrola swojego zachowania jako element wyższej funkcji wykonawczej jest dodatkową składową samoświadomości. Ta składowa świadczy o tym, że muszą zachodzić pewne zjawiska mentalne w systemie poznawczym, czyli musi być jakaś sfera umysłowa, a nie tylko czysto cielesne procesy. Takie umiarkowane podejście jest bezpiecznym wskazaniem tych mechanizmów, tak, by kiedy te mechanizmy rozłożymy na elementy składowe, to da się wskazać w nich dowód neurologiczny i behawioralny, na to, że ten element składowy istnieje. Kiedy złożymy je do kupy, mamy stan świadomy, więc jeżeli te elementy składowe znajdziemy u innych gatunków, to da się z dużym przybliżeniem oszacować, które gatunki poza człowiekiem, dysponują jakąś formą świadomości. Jeżeli punktem odniesienia byłby człowiek w środku swojego życia, powiedzmy 20-30-latek, taki wypreparowany z naleciałości kulturowych, cywilizacyjnych homo sapiens, to mając dowody behawioralne, neurologiczne i psychologiczne, że ten człowiek zachowuje się tak jakby procesy poznawcze odnosił do samego siebie, mówi się, że osiągnął status stanu świadomego, autoreferencyjny, czyli ma samoświadomość, introspekcję albo metakognicję. I jeżeli te najbardziej abstrakcyjne, zaawansowane formy oddzielimy i zostawimy trzon stanu świadomego, to widać, że inne gatunki mają przebłyski samoświadomości. Nie będziemy mieć żelaznych dowodów, że ta samoświadomość pełna jak u człowieka istnieje. Dlatego o ile u człowieka mówi się o świadomości samoodnoszącej się, autonoetycznej albo świadomości introspekcyjnej, to u gatunków pozaludzkich możemy mówić o niższym stanie świadomości noetycznej, bez tego dodatkowego elementu auto- albo świadomości percepcyjnej czy sensorycznej. Na pytanie, które gatunki to mają, odpowiedziałbym, że ssaki i ptaki, czyli kręgowce stałocieplne, endotermiczne. Natomiast kiedy zejdziemy niżej w systematyce do gadów, płazów, ryb i tych inteligentnych bezkręgowców jak trzmiele, pszczoły, czy ośmiornice, to trzeba wskazać na ośmiornice czy trzmiele, jak twierdzi Lars Chittka, badacz pszczół czy Peter Godfrey-Smith badacz ośmiornic. One mogą mieć status świadomości percepcyjnej czy świadomości noetycznej albo świadomości fenomenalnej (to inny synonim świadomości, która ma pewne fenomeny mentalne w swoich zasobach). Są także możliwe działania gadów czy ryb, które już są elastyczne behawioralnie, ale nie mają tych wszystkich składowych komponentów, które wymieniłem, więc byłoby to płynne przejście od braku świadomości do jej zaczątków i to byłaby świadomość anoetyczna, czyli taka niemyśląca, albo świadomość fenomenalna, tylko te fenomeny byłyby bardziej sensualne, sensoryczne, a mniej mentalne. Jako podsumowanie chciałbym podkreślić, że nie ma przeskoków między gatunkami, które nie mają żadnego wewnętrznego stanu i nagle ten stan się cudownie pojawia. Jest to bardziej płynne krystalizowanie się pomiędzy taksonami w systematyce zwierząt, tak jak u ludzkiego noworodka jest pewien potencjał i on się coraz bardziej aktywizuje, funkcjonalnie wraz z kolejnym miesiącem, a potem rokiem życia, uruchamiają się jego coraz wyższe potencjały. Jeżeli przełożylibyśmy początkową ontogenezę ludzką pomiędzy urodzinami a trzecim, czwartym rokiem życia na filogenetyczne królestwo zwierząt, to tam od jamochłonów, nicieni, wrotków, płazińców, obleńców moglibyśmy mówić o szczątkowych procesach poznawczych. Potem w pierścienicach, stawonogach, mięczakach klarują się zaczątki świadomości, a powiedzmy u wybranych głowonogów, owadów, może pierwszych strunowców, które nie są już prymitywnymi bezkręgowcami, są stany świadome bardziej zaawansowane. To jest jednak błędna uliczka, dlatego że systematyka zwierząt nie bierze pod uwagę tego, że pewne procesy poznawcze mogą być adaptacjami do wyjątkowych warunków środowiskowych, czyli można mieć bardzo prymitywnego stawonoga czy bardzo prymitywnego mięczaka i równocześnie inny gatunek stawonoga czy mięczaka, który jest bardzo zaawansowany w innych warunkach środowiskowych.